Prague Food Festival 2018

Olaboga, festiwal się skończył! Marność nad marnościami! To już nie to, co było kiedyś! I te ceny! Czytając takie i w podobym tonie komentarze, przez dwa dni żałowałem, że kupiliśmy bilety na tegoroczny Prague Food Festival. Trzeciego festiwalowego dnia przyjechaliśmy na Vyšehrad i po czterech godzinach obżarstwa i umiarkowanego pijaństwa mogę powiedzieć tylko jedno: za cholerę nie wiem, o co tym ludziom chodzi. Było świetnie w porywach do zajefajnie i wyszehradzki park opuściliśmy we doskonałym humorze.

Continue reading “Prague Food Festival 2018”

Trojmezí – tam gdzie spotykają się trzy granice

Do Trojmezí wybrałem się z czeskiej strony, z malutkiej Hrčavy. Jak na wioseczkę na krańcu Republiki przystało, nie ma tam do oglądania praktycznie nic, prócz bardzo ładnego małego kościółka z plebanią i kilku ciekawych drewnianych domów. Do niedawna działa w Hrčavie gospoda Pod jaworem. Niestety w tym roku lokal jest zamknięty, a teren odgrodzono taśmą, co raczej nie wróży nic dobrego.

Droga z Hrčavy do Trojmezí zajmuje kilkanaście minut. Żółty szlak prowadzi z centrum miejscowości do granicy przez teren mocno pagórkowaty, jednak niezbyt atrakcyjny wizualnie. Największe wrażenie robi ogromny wiadukt w ciągu słowackiej autostrady D3.

Pora dojść do sedna, czyli trójstyku granic. Przy głębokim na 8 metrów i szerokim na 34 metry wąwozie zbiegają się granice trzech państw – Czech, Polski i Słowacji. W czerwcu 1995 roku na terenie Trojmezí postawiono trzy granitowe słupy. W ich fundamenty wmurowano kapsuły czasu. Choć wtedy wydarzenie to było hucznie obchodzone, dziś Trojmezí jakby popadło w niełaskę lokalnych władz i daleko mu do ciekawostki turystycznie, a atrakcji nawet nie wspominając.

Jak wygląda teren Trojmezí po 24 latach od momentu postawienia granitowych monolitów? Po stronie czeskiej działa bufet. Leją piwo, karmią smażonym serem i parówkami w bułce. Jak na Czechy, standard. Od strony polskiej mamy całkiem przyzwoite schody prowadzące prosto w głąb wąwozu. Resztę dopowiedz sobie sam. Od strony słowackiej mamy na brzegu wąwozu kupę gruzu, która wygląda na fundamenty jakieś kładki. Kładki brak. Bez komentarza. Od strony czeskiej, w kierunku polskich schodów prowadzi chodnik, który urywa się na kilka metrów przed granicą. Trudno powiedzieć czy zabrakło pieniędzy czy ochoty na jego dokończenie, choć osobiście stawiam na to drugie. Połączenia przez wąwóz strony polskiej i czeskiej ze słowacką brak. Na drugi brzeg można się przedostać schodząc stromym zboczem. Przez moment się zastanawiałem, czy nie warto się wysilić i wstąpić na Słowację. Problem w tym, że przez cały tydzień mocno padało i ścieżka w dół stanowiła jedno wielkie grzęzawisko. Obawiałem się nieco, że finalnie zjadę na tyłku prosto do potoku i taki będzie finał tej eskapady. Lub, co gorsze, nie dam rady wyjść z powrotem na polską stronę, i do auta będę musiał iść przez Słowację, jakieś drobne kilkanaście kilometrów. Obawy okazały się słuszne, w czym utwierdził mnie widok młodej damy, która ze strony słowackiej na polską usiłowała przedostać się wraz z rowerem. Efekt był taki, że ona zjechała na butach na sam brzeg, rower zjechał nieco dalej. Po wyłowieniu środka transportu, dziewczyna z wielkim mozołem wdrapała się na górę i wróciła skąd przyszła. Innych śmiałków na pokonanie wąwozu nie było.Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jest to miejsca ani specjalnie ważne, ani zbyt urodziwe. Ot, taka sobie ciekawostka. Rzecz w tym, że na odpowiednio wypromowanych ciekawostkach można całkiem nieźle zarobić. Nie wiem, po co było stawać te granitowe słupy skoro lokalne władze przestały o teren dbać. Całość wygląda tak, jakby coś tam wybuchło. Miejsce niestety doskonale odzwierciedla stosunek naszych krajów do UE. Niby jesteśmy razem, ale jednak osobno. Tak na wszelki wypadek.

Instagram i Facebook w podróży

Disclaimer: tekst przeznaczony wyłącznie dla osób posiadających poczucie humoru i dystans do świata. Jeśli obcy ci jest luz i nie wiesz czym są ironia i sarkazm to przeczytaj coś innego.

Zacznę od tego, że wcale nie jestem wielkim miłośnikiem mediów społecznościowych. Ich pierwotne przeznaczenie, czyli budowanie i utrzymywanie więzi między ludźmi zupełnie do mnie nie przemawia. Ale to nie znaczy, że nie można ich wykorzystać w inny, bardziej wartościowy sposób. Żyjemy w czasach, kiedy największym problemem nie jest brak dostępu do informacji, a możliwość wychwycenia wartościowych treści. Wartościowych, czyli takich, które mają dla nas konkretne znaczenie. I właśnie do tego media społecznościowe nadają się znakomicie. Pod jednym warunkiem – że korzysta się z nich z głową.

Facebook i Instagram to prawdziwie skarbnice informacji. Już dawno zastąpiły mi kanały RSS i newslettery. Do tego są najbardziej wiarygodnym źródłem opinii o knajpach i usługach. Oczywiście tylko wtedy, gdy poświęcimy chwilę na selekcję źródeł, z których te opinie pochodzą. W dodatku oba media są nieocenioną pomocą w podróży. Trudno zliczyć ile razy Instagram czy Facebook pomogły mi trafnym wyborze knajpy i obiektu do zwiedzenia czy uchroniły przed rozczarowaniem lub zatruciem pokarmowym.

Powiedzenie „jeśli nie ma cię w internecie to nie istniejesz” z roku na rok jest prawdziwsze. Może mniej odnosi się do osób prywatnych, za to do wszelkiej maści biznesów… to tak bardzo prawda! Obraz jest wart tysiąca słów – zdecydowanie bardziej wolę pooglądać na Instagramie zdjęcia dań z jakiejś knajpy, niż wertować menu. Facebook jest świetnym narzędziem do informowania o akcjach specjalnych i promocjach. Z niego wiem o wszystkim, co aktualnie dzieje się w interesujących mnie obiektach. Na przeglądanie poszczególnych stron internetowych czy czytanie dziesiątków mejli z nowinkami zwyczajnie nie mam ani czasu, ani ochoty. Przykłady można mnożyć… . Nieocenione bywają profile prywatnych osób. Te wszystkie obśmiewane zdjęcia pizzy czy kotletów są bardzo przydatne, gdy jestem w obcym mieście i zastanawiam się nad wyborem knajpy. To właśnie z Instagram mogę dowiedzieć się, jak naprawdę wyglądają dania serwowane tu czy tam. I bez większego ryzyka wybrać coś dla siebie. Wystarczy nauczyć się operowania hasztagami. A tak przy okazji, nie mam pojęcia czemu niektórzy ludzie mają ból dupy o to, że inni wrzucą do sieci zdjęcie schabowego czy innej owsianki. Po pierwsze, nie ma przymusu oglądania wszystkiego. Po drugie wolę oglądać kotlety, niż zdjęcia bobasów z pyskami wysmarowanymi jedzeniem. Tu pozwolę sobie na odrobinę prywaty i krótki apel: „Kochane „madki”, miejcie litość nad ludźmi. Widok buzi wysmarowanej jedzeniem jest równie atrakcyjny, jak widok pupy wysmarowanej kupą. Ja wiem, że wasze dziecko jest słodkie i przeurocze. Problem w tym, że słodkie i przeurocze jest jedynie dla was. Gwarantuję, że w przyszłości wasze dzieci was znienawidzą za te słitfocie. Więc po co ryzykować? Dla tych kilku lajków?”

Żeby nie być gołosłownym i nieco zachęcić cię do używania mediów w podróży, z dużym naciskiem na Instagram, poniżej znajdziesz kilka przykładowych profili, które moim zadaniem warto obserwować. Więc jeśli jeszcze nie masz konta na Instagram, to czas najwyższy. A tak, zapomniałem. Nie lubisz mediów społecznościowych, bo chcesz chronić swoją prywatność! A wiesz, że te tłumaczenie jest zwyczajnie głupie? Nikt ci nie każe niczego udostępniać. Nie ma przymusu wrzucania fot czy aktualizacji statusów. Żeby móc obserwować innych nie musisz dzielić się żadnymi prywatnymi informacjami! Przemyśl to… .

Co warto obserwować na Instagram? Różnej maści profile miejskie prowadzone przez biura informacji turystycznej. Może to dziwne, ale większość miast już od dawna promuje się w ten sposób.

https://www.instagram.com/p/BawSZWxjmFZ/?taken-by=visit_ostrava

https://www.instagram.com/p/BSgncyJgJV9/?taken-by=zlin.eu

Swoje profile na Instagram mają też muzea, galerie i ogrody zoologiczne i wiele innych instytucji związanych z kulturą i wypoczynkiem.

https://www.instagram.com/p/BeIpIZOHVEs/?hl=pl&taken-by=zoopraha

https://www.instagram.com/p/BhQhUGJhf0A/?taken-by=narodnimuzeum

Nie zapominaj o knajpach! Promocje, happy hours, nowości w menu… to wszystko znajdziesz na Instagramowych profilach.

https://www.instagram.com/p/BOeXLylD93L/?taken-by=parkyscz

https://www.instagram.com/p/Bem6cI1B5fC/?taken-by=bistrosisters

Profile przewoźników kolejowych czy autobusowych oraz zakładów komunikacji miejskiej dostarczą ci informacji o promocjach albo utrudnieniach w ruchu.

https://www.instagram.com/p/BgWM4J0lUhx/?taken-by=pidoficialni

https://www.instagram.com/p/BZoWK5PHSU-/?hl=pl&taken-by=leoexpress

Zoo w Jihlavie – praktyczny przewodnik

Zoo w Jihlavie… przyznaję z wielką skruchą, że mocno zastanawiałem się czy warto tam iść. Miałem poważne wątpliwości, czy opłaca się wydać 110 kč na wstęp do niewielkiego ogrodu, w niewielkim 50-cio tysięcznym mieście. I wiesz co? Po raz kolejny przekonałem się, że warto ryzykować i pod żadnym pozorem nie ulegać stereotypom. Małe wcale nie musi znaczyć gorsze.

Continue reading “Zoo w Jihlavie – praktyczny przewodnik”

Czeskie wyrazy zdradliwe cz. V

Zbliżamy się do połowy miesiąca, więc najwyższy czas na grudniową porcję  czesko-polskich zdradliwych słów. Po raz kolejny wszystkie słowa pochodzą wprost z gazet z ostatnich kilku dni.

nafta – aż dziwne, że do tej pory nie wspomniałem o tym bardzo popularnym i użytecznym słowie, pora nadrobić niedopatrzenie. Czeska „nafta” to nic innego, jak nasz olej napędowy. Więc jeśli masz auto z silnikiem wysokoprężnym, tankuj naftę bez obaw. A tak przy okazji, jeśli interesują cię ceny paliw w Czechach, to zawsze aktualne ceny znajdziesz tutaj.

podle – w języku polskim przymiotnik, który niemiło nam się kojarzy. Tymczasem w Czechach możemy, a czasami wręcz powinniśmy postępować podle. Ponieważ podle oznacza zgodnie lub według. Zdanie „postupujte podle pokynů” [postępuj zgodnie z instrukcjami] czy „postupujte podle informací” [postępuj zgodnie z informacjami] znajdziesz na większości urządzeń samoobsługowych od stacji paliw po automaty do sprzedaży biletów.

dodávat – nam kojarzy się jednoznacznie z działaniem matematycznym. A w Czechach dodávat oznacza dostarczać (usługi, towary itp.) Dokładnie jak na obrazku poniżej.

zákon – czeskie słowo zákon nie ma nic wspólnego z religią czy kościołem. Oznacza prawo, regułę lub zasadę.

převlékat  – Choć bardzo podobne do naszego „przewlekać”, oznacza przebierać. Np. převlékat se [za kogoś].

zatýkat – W pierwszej chwili informacja o tym, ze policja zatkała demonstrantów może wydawać się szokująca. Jednak, gdy poznamy prawdziwe znaczenie tego słowa, wszystko staje się jasne. Zatýkat oznacza zatrzymywać, aresztować lub ogólnie pozbawiać wolności.

doba – Choć to wydaję się absurdalne, w Czechach doba może trwać znacznie dłużej niż 24 godziny. Jak to możliwe? Ponieważ doba oznacza czas, okres lub epokę.

plyn – jeśli jeździsz autem zasilanym LPG, koniecznie powinieneś zapamiętać to słowo. Po czesku plyn nie oznacza cieczy, a gaz.

budova – oznacza gotowy już budynek lub dom. Budowa w sensie miejsca, w którym coś się buduje to stavba.

Zobacz też pozostałe wpisy z serii: Czeskie wyrazy zdradliwe